| djsosna |
Moderator / #1 - Posted: 27 Paź 2009 11:13 Odpowiedz |
Zachęcony ożywioną dyskusją wywołaną relacją naszego bloggera @acemilan z meczu Barcy http://bet1x2.net/kibicowska_relacja_z_meczu_fc_barcelona_rubin_kazan,artykul,22.html zakładam ten temat i zapraszam wszystkich do dyskusji na temat naszych kibicowskich odczuć po wizytach na stadionach świata. Moze potem, zrobimy z tego jeden duży i fajny artykuł? ___________________________________ Edytowany przez: djsosna
|
|
| djsosna |
Moderator / #2 - Posted: 27 Paź 2009 11:14 Odpowiedz |
z innych tematów na forum1x2:
@dj600wojt Fajna relacja z meczu Barcelona - Rubin Niestety z kibicowskiego punktu widzenia Camp Nou w takich zwykłych, szarych potyczkach jest faktycznie szare, choć wierz mi, że w meczach z wielkimi europejskiej piłki (Chelsea, Manchester, nie mówiąc o Realu) żyje od 1 do 90 minuty. Taki mecz z Rubinem to dla miejscowych żadna atrakcja stąd tak jak napisałeś Barcę wspierają...turyści. Pamiętam jak byłem na meczu z Levski Sofia. Bułgarów było ok.300 osób a robili taki doping że na całym Camp Nou było ich słychać. No ale cóż...na Camp Nou przychodzi się jak do teatru - żeby obejrzeć piękny spektakl w wykonaniu Blaugrany, dlatego kibice siedzą jak wryci i po prostu wpatrują się w murawę. Co do samej architektury stadionu, to faktycznie przedopotowa. Camp Nou wygląda jakby było w wiecznym remoncie. Szczególnie "korytarze" prowadzące na trybuny, ale gdy już wejdzie się na sam szczyt (szczególnie przed meczem kiedy stadion jest w zasadzie pusty do ostatnich chwil przed rozpoczęciem)...nie wiem jak Tobie, ale mnie zaparło dech w piersiach. Niesamowity ogrom i przestrzeń. Krzyknąłeś sobie Visca el Barca? Niesie się chyba po całym mieście Osobiście jednak cieszę się, że wkrótce stadion Barcy zostanie zmodernizowany.
A tak w ogóle to zazdroszczę Ci, że się wybrałeś...dawno tam nie byłem Moje marzenie: Gran Derby na Camp Nou. Cel realizacji: sezon 2010/2011
A tak reasumując to powtórzę: super relacja
@acemilan No, akustyka stadionu budziła mój podziw, bo nie widziałem tak skonstruowanego stadionu, żeby głos 30 osób potrafiących krzyknąć tak się niósł na żadnym z innych stadionów na których dane mi było być. Do tego to wszystko bez dachu- a wiadomo jak dach pomaga. Nie wiem jak tam problem akustyki jest rozwiązany, ale chętnie bym się dowiedział co to tak wpływa tam na nasilenie dźwięku (trybuny zam żel-beton, zero blachy praktycznie a "coś" odbija dźwięk i kumuluje go. Mi zawsze duże stadiony się podobają, ale tu spodziewałem się większej nowoczesności jednak. Kolega obok mnie krzyknął. Powiem szczerze, że nie widziałem stadionu odkrytego w większości, ażeby doping niósł się tak dobrze przy takim minimalnym zaangażowaniu. Nie dziwię się teraz, że tak dobrze w tv jest słyszalny przy minimalnym "wsparciu techniki przy realizacji". Mam nadzieję, że przy remoncie nie spieprzą akustyki, bo to naprawdę w tym momencie straszny atut tego stadionu. Chciałbym zobaczyć co by się działo, jakby tam 90 tyś. ryknęło- to musiałby być efekt... Barcelona jako miasto zrobiła na mnie piorunujące wrażenie- po względem rozwoju nie widzę dla żadnego polskiego miasta szans na doścignięcie w przeciągu mojego życia (dajmy na to, że będę żył jeszcze 100 lat)- dzieli nas przepaść. Najbardziej nie podobało mi się "zróżnicowanie kulturowe" na mieście. Ale to akurat długi temat- w Polsce akurat bardzo nielubiany.
@babareba Byłem na kilkunastu spotkaniach z udziałem Man.Utd na Old Trafford i w kilku ,relacja pokrywałaby się z Twoja ,10 minut przed spotkaniem stadion zapełniony w 15 procentach ,ludzie w turbanach na najdroższych miejscówkach ,doping w porownaniu np z Legią mizerny (bardzo łagodne określenie) a na 10 minut przed końcem wychodzenie masowe ''kibiców'' ,którzy nie lubią stać w korkach,jednym słowem mała masakra .Dotyczy to meczy z Boltonami ,Stoke itp .Druga strona medalu to spotkania z Chelsea,Arsenalem ,to o czym pisze dj wojt ,stadion słychac od1 do 90 minuty ,natomiast mecz z Liverpoolem wyzwala takie emocje ,że ludzie stoją całe spotkanie (normalnie stoi tylko jedna trybuna zachodnia ta za bramka na ktora Utd atakuje w drugiej polowie).Sam stadion wspaniały ,bardzo trafne określenie teatr ,a czy marzen to inna historia,pewnie tak i to sprawia ,że jak mam okazję wybieram sie tam bez zastanowienia.
ps w promieniu 400 m tylko 2 bary ,na stadionie piwo w plastikowych butelkach
|
|
| djsosna |
Moderator / #3 - Posted: 27 Paź 2009 11:38 Odpowiedz |
Moje marzenie: Gran Derby na Camp Nou. Cel realizacji: sezon 2010/
dj600wojt, chcieliśmy z kumplem jechać na Gran Derby do Madrytu w sezonie 2007/2008 (jak się potem okazało dobrze wytypowaliśmy, bo wtedy Real rozgromił u siebie Barce 4-1 ). Zadzwoniliśmy nawet do klubu z pytaniem o bilety i po paru minutach ściemniania Pani nam powiedziała, że może nam coś załatwić ale na za 2-3 sezony najwcześniej Zrezygnowaliśmy. Jak nam potem wytłumaczyła ów rozmówczyni, pierwszeństwo w kupowaniu biletów na takie super mecze jak Gran Derby mają członkowie klubu kibica tzw. "Madridista" i praktycznie 100% biletów idzie w ich ręce. Jak powiedziała nam potem: "Jeśli przekonanie któregoś z nich, żeby wam odsprzedał bilet na Gran Derby to obejrzycie, ale wątpie aby wam się to udało".
Za miesiąc jadę na targ "ziołolecznictwa" w Amsterdamie i mam zamiar wybrać się na mecz Ajax - Heerenveen. Na pewno napiszę jakąś relację jak wygląda doping i sam nowoczesny podobno stadion Ajaxu. W marcu 2010 będę na pewno na Camp Nou na mecz FC Barcelona - Osasuna, więc też sprawdzę czy te krytyczne uwagi @acemilan o stadionie Barcy są prawdziwe (na pewno są, bo stadion do najnowocześniejszych nie należy )
Ostatnio widziałem bilety lotniczne Wrocław - Almeria za 170zł w obie strony (RyanAir) a stamtąd 3h pociąg do Madrytu jest i...już jesteśmy na Santiago Bernabeu Jak Real "pyknie" u siebie Barce 11.04.2010 to możemy potem jechać na kolejny mecz "Królewskich" z Valencią (18.04) albo Osasuną (02.05) 
|
|
| djsosna |
Moderator / #4 - Posted: 27 Paź 2009 11:44 Odpowiedz |
Byłem na kilkunastu spotkaniach z udziałem Man.Utd na Old Trafford i w kilku ,relacja pokrywałaby się z Twoja ,10 minut przed spotkaniem stadion zapełniony w 15 procentach
@babareba, to że 10min. przed meczem stadion jest prawie pusty to wynik tego, że na angielskich stadionach każda trybuna ma osobne wejście. Dzięki temu, kibice nie muszą stać w żadnych kolejkach bo wiedzą, że skoro mecz zaczyna się o 15:00 to jak będą 14:50 przy wejściu na swoją trybunę to i tak zdążą. To jest właśnie ten plus angielskich stadionów. U nas w Polsce, jednym wejściem wpuszcza się kilka tysięcy ludzi, którzy dopiero potem rozchodzą sie po swoich sektorach. W Anglii każdy ma swoje osobne wejście i nie trzeba stać w kolejkach, ściskać się ani spieszyć. Może spokojnie wypić przed meczem piwko bo i tak się zdąży 
|
|
| koski |
Użytkownik / #5 - Posted: 27 Paź 2009 13:45 Odpowiedz |
Bardzo fajny temat. Może kiedyś zorganizujemy zlot bet1x2 na jakimś w meczu mocnej, europejskiej ligi?!
A teraz do rzeczy (dodaje dwa zdjęcia mojego autorstwa). Miałem okazję być na meczu Barcelony z Atletico (19.09.2009), który zakończył się 5:2 dla Dumy Katalonii. Na wyjazd pojechałem z innymi polskimi Cules z Fan Clubu Barca Polska. Z racji tego, że byłem w Barcelonie kilka dni, mogłem zobaczyć jaki jest szał panuje na punkcie FCB. Gdy piłkarze chcieli wyjechać spod stadionu, wokół parkingu zgromadziło się mnóstwo osób, chcących zdobyć autograf gwiazdy. Ludzie rzucali się (dosłownie!) pod samochody piłkarzy, a zobaczenie za kółkiem Xaviego czy Bojana wzbudzało (wśród kobiet) prawdziwą ekstazę. Gdy po okolicach budynków klubowych spacerował Laporta, wokół niego utworzył się wianuszek ludzi, który chodził za nim krok w krok.
Co do stadionu, to wiedziałem jak to wszystko wygląda, że najpiękniejszy nie jest itp. O panującej atmosferze na meczach również. Ok. 40 min przed spotkaniem weszliśmy na stadion. Zdecydowaliśmy się na mały tour po obiekcie. Ochrona faktycznie szczegółowo niektórych ludzi nie sprawdza. Ale akurat nie mnie Pytają się czy posiadasz przy sobie butelki. Za każdym razem mówiłem, że nie mam, a i tak miałem trzepany plecak. I tak chyba ze 4 razy, za każdym razem gdy chciałem przejść na inny poziom. Na stadionie można było zobaczyć ludzi z całego świata. Dość sporo Polaków, z racji tego, iż był to jeszcze sezon urlopowy. Japończycy, gdy zobaczyli grupke śpiewających Polaków zaczęli nam robić zdjęcie i filmować. 
Samo spotkanie jest po prostu nie do opisanie. Dla mnie była to magia. ZObaczyć Messiego, Xaviego, Inieste, Ibre i wielu innych na żywo to niesamowita rzecz. Szczególnie gdy na taką chwilę czekało się z 10 lat. MEcz był niesamowity. Oglądało go ok 77 tysięcy ludzi. Atmosfera to istna mizeria. Katalończycy dużo oczekują i nie doceniają tego co mają. Kiedy Xaviemu nie wyjdzie 60 - metrowe zagranie słychać głośny jęk zawodu. Gdy Barca traciła bramke, zapanowała cisza. Ale od czego są Polacy! Cała nasza grupka (65), która siedziała za jedną z bramek skandowała głośno: Barca, Barca i po chwili pół stadionu się podłączyło. Ogólnie spotkanie w 6 stopniowej skali oceniam na 7. Wszystko wygląda nawet lepiej niż myślałem. 
Co do muzeum, to cena wynosiła 17 Euro dla normalnych ludzi, 14 - dla członków Penyi, a darmowy wstęp jest dla Socio. Moim zdaniem warto się udać, ale jako, że jestem kibicem Barcy to była dla mnie jedna z pozycji obowiązkowych. Miasto robi bardzo, bardzo pozytywne wrażenie, ale już inny temat. Czy pojadę jeszcze na mecz do Barcelony? Myślałem, że po wyjeździe zaspokoję swój apetyt na FCB. Jednak jest on jeszcze większy niż był. Przy najbliższej okazji, kiedy tylko będę miał fundusze to lecę do Barcy, bo Barca to więcej niż klub!
PS. Następną podróż na mecz jaką planuję to spotkanie Hertha - Bayer Leverkusen (11.12.2009). W końcu wypada zobaczyć Aptekarzy w sezonie, w którym zostaną Mistrzem Niemiec :D ___________________________________ Edytowany przez: koski
|
|
| Zvonimir |
Użytkownik / #6 - Posted: 27 Paź 2009 14:03 Odpowiedz |
Może ja dorzucę coś do pieca Meczów w Niemczech nie zliczę, ale kilka pamiętam szczególnie miło Oprócz potyczek Bayernu jest to np. mecz Hannoveru 96 z Herthą Berlin w sezonie 2005/06.
Sam mecz zaczął się o 15.30, ale nie trzeba być nie wiadomo ile wcześniej, by bez problemu wejść. Na AWD Arena jest jedno spore wejście na obiekt stadionu, a stąd kilka osobnych na poszczególne sektory. Ludzie wchodzą błyskawicznie. Na sektor gości zupełnie osobne wejście, którego pilnują ochroniarze. Ale tu pełna kulturka i panowie z ochrony nie przeszkadzają, gdy kibice gości chcą wymienić się szalikami, pogadać itd. Całkowicie odmienna sytuacja niż w Polsce prawda? Zresztą na mieście tak samo. Po meczu sporo kibiców z Berlina chodziło po Hannoverze i nikt nic nie burzył. Sam stadion z zewnątrz jest brzydki (nie wkleję zdjęć, bo mam matrycę kaputt, a na drugim kompie siedzi współlokator), ale w środku już prezentuje się dość korzystnie.
Na tym meczu miałem wejściówkę stojącą, ale zupełnie to nie przeszkadza w oglądaniu meczu, a wręcz przeciwnie. Stojąc wśród zapalonych sympatyków H96 dało się odczuć tą niesamowitą atmosferę. W dodatku była to 1 kolejka sezonu. Sam miałem to szczęście, że stałem na wysokości bramki, do której bramki strzelał Hannover. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2-2, mimo, że Hertha prowadziła 2-0 do przerwy (jednego gola strzelił Wichniarek). Rewelacyjna oprawa, podawanie wyników innych spotkań na telebimie na bieżąco (ryk radości na widok tego, że BVB przegrywało - bezcenne) - sprawa kapitalna.
Tak jak już mówiłem - pełna kulturka, żadnych burd. A przecież na legalu można było kupić piwo i to w nieograniczonych ilościach. Sam mecz pamiętam ze względu na te emocje przy wyrównującej bramce Tarnata bezpośrednio z rzutu wolnego (do tej pory widzę rozbieg, gol i te litry piwa w górze wylane z kufli chwilę potem ), a również z powodu pewnej ładnej Niemki, kibicki Hannoveru, która obdarzyła mnie siarczystym buziakiem po golu Nie śmiać się - młody byłem  ___________________________________ Edytowany przez: Zvonimir
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #7 - Posted: 18 Mar 2010 14:53 Odpowiedz |
Nie jest to relacja z mojego pobytu na meczu :-p ale myślę że warto przeczytać 
http://kibole.wiaralecha.pl/mecze-kolejorza/115-as-roma-vs-ac-milan-relacja.html
|
|
| westham88 |
Użytkownik / #8 - Posted: 18 Mar 2010 14:59 Odpowiedz |
Nie jest to relacja z mojego pobytu na meczu :-p ale myślę że warto przeczytać
Fajna relacja oddająca w pełni klimat panujący obecnie we Włoszech!!!
Jak będę miał kiedyś więcej czasu opiszę swoje zagraniczne wojaże....
|
|
| westham88 |
Użytkownik / #9 - Posted: 18 Mar 2010 15:21 Odpowiedz |
Nie jest to relacja z mojego pobytu na meczu :-p ale myślę że warto przeczytać
Fajna relacja oddająca w pełni klimat panujący obecnie we Włoszech!!!
Jak będę miał kiedyś więcej czasu opiszę swoje zagraniczne wojaże....
Tak mi się teraz przypomniało że podczas pobytu w Rzymie na zaproszenie mojego serdecznego przyjaciela Pepe wiernego kibica Lazio Rzym najbardziej zostało mi w pamięci....po pierwsze:
Niezapowiedziane wizyty Carabinieri w dniu meczu Lazio ale zupełnie kulturalne jedna skończyła się nawet wspólnym obiadem z inspektorem..... choć miałem nieprzyjemność obcować z tą formacją i do przyjemnych ona nie należy.....
Po drugie:
Niezwykła łatwość i niezwykła ilość pamiątek związanych z Duce oraz z Hitlerem i z wiadomym ustrojem do nabycia u sympatycznego wąsatego makarona przed w trakcie i po meczu Lazio w okolicach stadionu...
Po trzecie:
Wielki szacunek wśród Włochów do prekursorów polskiego ruchu kibicowskiego od tak zwanej "mocnej strony" 
To tak na szybkiego co mi się przypomniała jak odkurzę starego kompa gdzie mam
|
|
| westham88 |
Użytkownik / #10 - Posted: 18 Mar 2010 15:22 Odpowiedz |
Nie jest to relacja z mojego pobytu na meczu :-p ale myślę że warto przeczytać
Fajna relacja oddająca w pełni klimat panujący obecnie we Włoszech!!!
Jak będę miał kiedyś więcej czasu opiszę swoje zagraniczne wojaże....
Tak mi się teraz przypomniało że podczas pobytu w Rzymie na zaproszenie mojego serdecznego przyjaciela Pepe wiernego kibica Lazio Rzym najbardziej zostało mi w pamięci....po pierwsze:
Niezapowiedziane wizyty Carabinieri w dniu meczu Lazio ale zupełnie kulturalne jedna skończyła się nawet wspólnym obiadem z inspektorem..... choć miałem nieprzyjemność obcować z tą formacją i do przyjemnych ona nie należy.....
Po drugie:
Niezwykła łatwość i niezwykła ilość pamiątek związanych z Duce oraz z Hitlerem i z wiadomym ustrojem do nabycia u sympatycznego wąsatego makarona przed w trakcie i po meczu Lazio w okolicach stadionu...
Po trzecie:
Wielki szacunek wśród Włochów do prekursorów polskiego ruchu kibicowskiego od tak zwanej "mocnej strony" 
To tak na szybkiego co mi się przypomniała jak odkurzę starego kompa gdzie mam fotki i notatki na pewno coś wkleję!!!
|
|
| westham88 |
Użytkownik / #11 - Posted: 18 Mar 2010 15:23 Odpowiedz |
Nie jest to relacja z mojego pobytu na meczu :-p ale myślę że warto przeczytać
Fajna relacja oddająca w pełni klimat panujący obecnie we Włoszech!!!
Jak będę miał kiedyś więcej czasu opiszę swoje zagraniczne wojaże....
Tak mi się teraz przypomniało że podczas pobytu w Rzymie na zaproszenie mojego serdecznego przyjaciela Pepe wiernego kibica Lazio Rzym najbardziej zostało mi w pamięci....po pierwsze:
Niezapowiedziane wizyty Carabinieri w dniu meczu Lazio ale zupełnie kulturalne jedna skończyła się nawet wspólnym obiadem z inspektorem..... choć miałem nieprzyjemność obcować z tą formacją i do przyjemnych ona nie należy.....
Po drugie:
Niezwykła łatwość i niezwykła ilość pamiątek związanych z Duce oraz z Hitlerem i z wiadomym ustrojem do nabycia u sympatycznego wąsatego makarona przed w trakcie i po meczu Lazio w okolicach stadionu...
Po trzecie:
Wielki szacunek wśród Włochów do prekursorów polskiego ruchu kibicowskiego od tak zwanej "mocnej strony"
To tak na szybkiego co mi się przypomniała jak odkurzę starego kompa gdzie mam
Nie jest to relacja z mojego pobytu na meczu :-p ale myślę że warto przeczytać
Fajna relacja oddająca w pełni klimat panujący obecnie we Włoszech!!!
Jak będę miał kiedyś więcej czasu opiszę swoje zagraniczne wojaże....
Tak mi się teraz przypomniało że podczas pobytu w Rzymie na zaproszenie mojego serdecznego przyjaciela Pepe wiernego kibica Lazio Rzym najbardziej zostało mi w pamięci....po pierwsze:
Niezapowiedziane wizyty Carabinieri w dniu meczu Lazio ale zupełnie kulturalne jedna skończyła się nawet wspólnym obiadem z inspektorem..... choć miałem nieprzyjemność obcować z tą formacją i do przyjemnych ona nie należy.....
Po drugie:
Niezwykła łatwość i niezwykła ilość pamiątek związanych z Duce oraz z Hitlerem i z wiadomym ustrojem do nabycia u sympatycznego wąsatego makarona przed w trakcie i po meczu Lazio w okolicach stadionu...
Po trzecie:
Wielki szacunek wśród Włochów do prekursorów polskiego ruchu kibicowskiego od tak zwanej "mocnej strony"
To tak na szybkiego co mi się przypomniała jak odkurzę starego kompa gdzie mam fotki i notatki na pewno coś wkleję!!!
|
|
| Radek123 |
Użytkownik / #12 - Posted: 26 Mar 2010 21:53 Odpowiedz |
Bylem we Wloszech na trzech ciekawie zapowiadajacych sie meczach, z czego na dwoch w poprzednim roku w ciagu jednego tygodnia. Ale mecze te opisze wkrotce, bo musze fotek poszukac a i takie opisy trzeba zrobic dobrze.
Tutaj natomiast chcialem napisac o meczu San Marino - Polska na ktory sie wybralem.
Zaraz po losowaniu wypatrywalem tego meczu, bo San Marino mam 80 km od domu i byla to idealna okazja zeby znalezc sie na meczu reprezentacji Polski, jako ze w Polsce mieszkajac w Zachodniopomorskim za duzych szans na repre nigdy nie bylo. Powiem szczerze ze bylem bliski zalatwiania tych biletow przez PZPN Ale w koncu odpuscilem i nawet mialem mecz w ogole odpuscic z powodu braku chetnych do wspolnego wyjazdu, gdy 4 dni przed meczem zadzwonil znajomy i sie spytal czy jade na mecz z San Marino bo on by sie zabral. Telefon do federacji San Marino i sie okazalo ze bilety beda sprzedawane wszystkim za 10 euro (PZPN chcial za nie chyba 78 zloty).
Na miejscu bylismy 2 godziny wczesniej tak zeby sobie jeszcze piwko wypic spokojnie i zakupic bilety. San Marino opanowane przez Polakow, tak samo Rimini o czym dowiedzialem sie dzien pozniej bo akurat przejezdzala tamtedy moja ciotka i czekajac na pociag poszla zwiedzic miasto z kolezanka. Na meczu kilka ofiar wrzesniowego sloneczka, tak bordowe twarze ze az mnie bolalo jak na nich patrzalem.
Na meczu spora grupka Polonii z Wloch, duzo osob ktore pracuja sezonowo we Wloszech no i nasza w koncu 5-osobowa grupka, z dwoma osobami poznalem sie w dniu meczu, reszte poznalem we Wloszech kilak lat temu. Wsrod nas m.in. kibic Widzewa, ktory zaliczyl jego wszystkie mecze w Lidze Mistrzow 
Na bramkach kontrol spokojna, jak juz weszlismy na sektor i zajelismy miejsca (stalismy na wysokosci bramki bramkarza San Marino w I polowie), przerzucona raca prawie trafila w glowe 10latka, matka sie troche wystraszyla ale "kumaci" juz reszte rac wylapali perfekcyjnie. Potem chyba kogos na bramkach zatrzymali bo zaczely sie bluzgi przeciw policji i "kumaci" ruszyli w strone wejscia na stadion/sektor, z tego co widzialem to chyba policja sie szybko wycofala, bo potem przy wejsciu widzialem tylko polskich kibicow.
Oczywiscie doping zaczyna sie od "PZPN PZPN Je*** je*** PZPN", niestety slabe bylo naglosnienie i nawet nie zauwazylismy ze juz graja hymn, przez co nas w tv skrytykowal Szpaqu i ogolnie caly PZPN. Hymn odspiewany od polowy jakos. Z tego co potem dowiedzialem sie na forach to byl chyba pierwszy mecz w ktorym na wyjezdzie byl zorganizowany, prowadzony przez jedna grupe doping dla reprezentacji. Trzeba tez powiedziec ze odpalone race zrobily piekna czerwona zadyme na sektorze, ktora mozna latwo znalezc na youtube.
Nasza grupka czynnie dolaczyla sie do "mlynu", czego efektem brak glosu juz pod koniec meczu.
Jakos na krotko przed przerwa o ile mnie pamiec nie myli, lub zaraz po, zaczely sie spiecia pomiedzy Wislakiem, ktory z rodzina i rodzina kolegi zaparkowali obok nas, wiec troche pogadalismy przed meczem i grupka chyba 4-5 osobowa GKSu Tychy (o ile dobrze widzialem). Tyszanie rozwiesili flage klubowa na meczu reprezentacji, co sie Wislakowi strasznie nie spodobalo, ostrzegal zeby zdjeli flage, ale tego nie zrobili wiec skonczylo sie bijatyka (fajne miny mieli policjanci, ktorzy cala akcje ogladali ze zdziwieniem i wcale nie mysleli o interwencji). Wygral Wislak, ktory z kolega uspokoili tamtych, jednego przerzucajac przez barierke na bieznie (jak dla mnie 3 metry w dol). Pozniej jeszcze w doliczonym czasie gry na boisku, grupka kibicow (nie wiem jakie tam byly dokladnie uklady ale wydaje mi sie ze widzialem wsrod nich kibica Widzewa) podeszla do Tyszan ale ci nie mieli juz na nic ochoty, wiec sie rozeszli wszyscy.
A podczas omawianej bijatyki to mi sie prawie dostalo Bo zlecieli sie tam wszyscy "kumaci" z sektora, a jeden koles co mial donosny glos, pojawil sie obok mnie, a wczesniej gdzies byl w innej stronie sektoru i zaczal krzyczec "Polacy co wy robicie, to mecz reprezentacji, nie bijcie sie miedzy soba", jeden z "kumatych" sie w koncu wkurzyl i chcial go uciszyc, a ten koles sie schowal za mnie Ale "kumaty" zobaczyl ze juz koles sam zrozumial o co chodzi.
Ogolnie atmosfera byla na meczu swietna, poza potyczkami "kumatych" bo niestety rodzice zlapali dzieci na rece i zaczeli uciekac w gore sektoru jak sie zaczely dymy, ktore w sumie trwaly dluzsza chwile. No i troche to bylo smutne ze na meczu repry sie takie rzeczy dzieja, chociaz to bardziej przez Tyszan, ktorzy rozwiesili flage klubowa. Dalo sie tez slyszec jedna grupke, ktora mowila "A co nam zrobia, najwyzej nas na 24 godziny wezma na posterunek i potem nas zostawia, trzeba sie dogadac i gdzies w lesie sie ustawimy".
Mimo ze bylem na pierwszym meczu reprezentacji, to dopingowalo mi sie swietnie a sam mecz i tak musialem potem sciagnac z internetu, bo wiadomo ze albo zabawa albo ogladanie 
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #13 - Posted: 13 Maj 2010 22:40 Odpowiedz |
W moim sercu pozostaję tylko żal że mnie tam nie było 
http://kibole.wiaralecha.pl/mecze-kolejorza/216-ruch-lech-qnigdy-nie-poddawaj-siq.htm l
|
|
| Christo |
Użytkownik / #14 - Posted: 13 Maj 2010 23:47 Odpowiedz |
Zajebista relacja Szacun.
|
|
| Radomszczanin |
Użytkownik / #15 - Posted: 14 Maj 2010 09:31 Odpowiedz |
W moim sercu pozostaję tylko żal że mnie tam nie było
http://kibole.wiaralecha.pl/mecze-kolejorza/216-ruch-lech-qnigdy-nie-poddawaj-siq.htm l
Dominator żałuj żę cię nie bylo oj żałuj mega wyjazd
|
|
| Giba |
Użytkownik / #16 - Posted: 16 Maj 2010 22:47 Odpowiedz |
Muszę się podzielić, krótką relacją z pobytu w ten weekend w Poznaniu. Do Poznania przyjechaliśmy ok. 13 w sobotę, była nas 3 po zakwaterowaniu udaliśmy się na rynek aby zjeść jakiś obiad. Chodząc po rynku stojąc przed jednym z lokali wydawał mi się znajomy „Fever Stary”, jak każdy się domyśla ten Klub należy do stałego bywalca naszego forum DOMINATORA. Po pierwszym zapoznaniu:-p napiliśmy się piwka zjedliśmy i ruszyliśmy na mecz. Jak już pisał Dominik nie udało nam się wejść ale WIELKIE dzięki dla Ciebie za chęci żebyśmy weszli ale to nasza wina bo trochę za późno byliśmy pod stadionem, no ale to mniejsza z tym wróciliśmy(choć powrót był ciężki by było dużo więcej ludzi którzy nie weszli no i full kibiców w tramwaju śpiewając trochę ich ponosiło i części lamp lądowały na mojej głowie ) na 2 polowe na rynek i też była fajna atmosfera Przy wyniku 2:0 wynik praktycznie był przesądzony i cały rynek zaczął świętować, czekając na przyjazd piłkarzy. Ogródek piwny Domiego z końcowym gwizdkiem prawie z parasolem wyleciał w górę, dlatego pisałem mu esa, że przejmują mu lokal kibice Feta zaczęła się na dobre jak przyjechali piłkarze, każde miejsce było dobre, latarnie, pomniki itd. P.S. ja stałem na chodniku:-p:-p. Mnóstwo rac, sztuczne ognie konfetti zdobiło ten piękny wieczór i myślę pieśń przewodnia tego wieczoru:
"W grodzie Przemysława gdzie koziołki bodą się jest taka drużyna co się zwie Poznański Lech Lechu, Lechu, Lechu, ukochany klubie nasz Lechu, Lechu, Lechu dziś zwycięstwo pewne masz"[b][/b]
Po świętowaniu na rynku przenieśliśmy się tam gdzie zaczynaliśmy czyli do lokalu Dominika, mimo braku wolnych miejsc jakoś po znajomości udało nam się wejść:-p. Zgodnie z kolegami stwierdziliśmy, że bardzo nam się podobał lokal, cała impreza a przede wszystkim gościna Domiego. Musze powiedzieć, że jestem bardzo mile zaskoczony tym że nie znając nas praktycznie jedynie z nicku "Giba" zostaliśmy tak przyjęci i dlatego dziękuję Dominik. Mam nadzieję, że jeszcze wpadniemy na LM jeżeli uda się wcześniej zakupić bilety Widziałem kiedyś jakiś pomysł aby to u Dominatora zrobić zlot Bet1x2, ja jestem jak najbardziej Za, miła obsługa, fajna impra itd. Podsumowując wyjazd zaliczam do udanych!!!.
Pamiętajcie mistrzem w opowieściach nigdy nie byłem ale według mnie zawsze fajnie chociaż coś napisać o fajnych wyjazdach, oczywiście sportowych.
|
|
| dj600wojt |
Moderator / #17 - Posted: 16 Maj 2010 22:55 Odpowiedz |
Ile Ci Pyra zapłaciła za kryptoreklamę??
A tak serio...CONGRATULATIONS LECH POZNAŃ Barcelona czeka 
|
|
| smyku |
Użytkownik / #18 - Posted: 16 Maj 2010 23:04 Odpowiedz |
W grodzie Przemysława
Mój gród!
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #19 - Posted: 20 Maj 2010 11:13 Odpowiedz |
ten Klub należy
trochę przesadziłeś ja tu tylko pracuję 
dlatego dziękuję Dominik
to ja dziękuję za odwiedziny przynajmniej ktoś zobaczył jaką mam ciężką pracę 
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #20 - Posted: 31 Lip 2010 17:36 Odpowiedz |
Nasze drużyny od dawna nie mogą wejść do LM 
Nasi kibice od dawna już tam są 
http://kibole.wiaralecha.pl/mecze-kolejorza/259-sparta-praga-lech-pozna-first-to-figh t.html
http://www.youtube.com/watch?v=CzvNqOO5wwo
http://kibole.wiaralecha.pl/pozostae-aktualnoci/39-wyjazdy/260-spirala-strachu-czyli- prasowka-z-czech.html
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #21 - Posted: 6 Sier 2010 17:04 Odpowiedz |
Nasze drużyny od dawna nie mogą wejść do LM
Nasi kibice od dawna już tam są
http://www.youtube.com/watch?v=89TtNtVzVhk
|
|
| djsosna |
Moderator / #22 - Posted: 7 Sier 2010 11:30 Odpowiedz |
Powiem ci, że zauważyłem że im większa "pipę" grają piłkarza na boisku, tym kibice bardziej sie starają w dopingu Moze teoria jest taka, że nie da się patrzeć na to co grają na murawie, więc fajnie chociaż pokibicować na wysokim poziomie...i za to 
|
|
| djsosna |
Moderator / #23 - Posted: 8 Sier 2010 15:02 Odpowiedz |

Arsene Wenger o nowym stadionie Legii...
Ten obiekt jest fantastyczny. Kiedy budowa dobiegnie końca, na stadionie będzie naprawdę, ale to naprawdę gorąco względem przyjezdnych. Wszyscy kibice tego klubu są absolutnie niesamowici. Byłem pod wielkim wrażeniem ich dopingu. Po zakończeniu budowy, atmosfera będzie robić jeszcze większe wrażenie. Dawno już nie widziałem czegoś takiego. Powiedziałem nawet moim asystentom w trakcie meczu, że taki doping jest lepszy niż wuwuzele.
no ja myślę! hehe 
|
|
| krzysztofwawa7 |
Użytkownik / #24 - Posted: 8 Sier 2010 15:51 Odpowiedz |
Bylem wczoraj ,bylo pieknie!
|
|
| Bary89 |
Użytkownik / #25 - Posted: 8 Sier 2010 16:07 Odpowiedz |
Bylem wczoraj ,bylo pieknie!
Pięknie to będzie ale w spotkaniach z Lechem Wisłą itp. Sam mam karnet i miałem na to spotkanie darmową wejściówkę ale wolałem wziąć dodatkowy dyżur w pracy niż iść. Jak stałem w tygodniu po kartę kibica bo moja dziewczyna sobie wyrabiała to aż za głowę się złapałem ile pikników zebrało się na Arsenal. A już totalna załamka mnie wzięła jak stałem przy wyspie Legii w Blue City i gościu kupował karnet i pytał się dziewczyny tam pracującej gdzie jest stadion i jak tam dojechać Doping moi znajomi co byli na miejscu ocenili na 5/10 na pewno stać nas na wiele więcej przy bardziej ogarniętej ekipie. Ale już za parę dni w spotkaniu z Cracovią mam nadzieję że Żyleta pokaże każdemu w Polsce kto jest najlepszą ekipą w Polsce
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #26 - Posted: 8 Sier 2010 16:12 Odpowiedz |
i gościu kupował karnet i pytał się dziewczyny tam pracującej gdzie jest stadion i jak tam dojechać
Niestety takie januszki są w każdym mieście 
Pięknie to będzie ale w spotkaniach z Lechem
do zobaczenia 
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #27 - Posted: 22 Sier 2010 02:25 Odpowiedz |
Czułem to będzie zajebisty wyjazd :-p
http://www.kibole.wiaralecha.pl/mecze-kolejorza/279-dnipro-lech-pozna-qaaaa-uuuq.html
|
|
| igulo |
Użytkownik / #28 - Posted: 22 Sier 2010 08:16 Odpowiedz |
wczoraj bylo pieknie na widzewie choc mecz do bani
|
|
| DOMINATOR |
Użytkownik / #29 - Posted: 26 Wrz 2010 23:01 Odpowiedz |
To jest historia kibica Kolejorza radzę Wam przeczytać bo każdemu z Was to może się zdarzyć  niestety czasami w życiu trafiamy na debili 
Jak już mówiłem jestem pasażerem tego 'szczęśliwego' autokaru. Nie wiem jak to możliwe, kto za to odpowiada i dlaczego nie udało się tego jeszcze wyjaśnić na Bułgarskiej zanim odjechały pierwsze autokary, ale jak to jest, że zabrakło miejsc siedzących dla 2-3 osób w autokarach? Dla mnie skandal. Nie wierzę, że ktoś sprzedał więcej biletów niż było miejsc. Przewoźnik podstawił autokary o mniejszej pojemności niż deklarowana? Chyba też nie. Wg mnie to kwestia wybiórczego sprawdzania biletów na autokar, lub w ogóle olania tematu.
Naprawdę bardzo dziękuję i jestem wdzięćzny wszystkim którzy na mnie i na ziomka zrzucili się, żeby 'przekonać' kierowców do nadkompletu, ale jazda - w moim przypadku - w jedna stronę na podłodze(kolega w dwie), leżąc w korytarzu jest skandalem.
Szacunek dla chłopaków, którzy latali i szukali miejsca dla nas, ale jakim k**** cudem nie przyłapali np. gościa, który łaził po Bułgarskiej przed odjazdem i pytał, który autokar to ten z noclegiem ? Dowiedziałem się o tym jakieś 300 km za Poznaniem, zresztą nawet jakbym wiedział o tym na miejscu, to cześć autokarów zdążyła już odjechać. Szukanie wydry po tym jak zostały 2 busy mijało się z celem. Ludzie ode mnie z autokaru kojarzyli twarz gościa od 'autokaru z noclegiem', ale nie zdążyłem tam dojechać i go dojechać o czym za chwilę. W drugą stronę jechałem już jak człowiek, bo w trakcie wszystkich perypetii okazało się, że kierowca pojechał ze swoim synem (został z kierowcą pod Monachium), który na pewno nie kupił sobie biletu więc w drugą stronę już sam sobie cisnął na podłodze Jak to jest, że przy sprawdzaniu biletów odpowiedź "jestem z kierowcą" wystarczyła, żeby go nie wyrzucić na parkingu?
Wszystko co wydarzyło się po godzinie drugiej, te 100 km od Monachium ( 434 kilometr ), to parodia w wykonaniu przewoźnika i szefa kierowcy. Co do kierowcy, to przyczyną awarii najprawdopodobniej była jakość jednego z nich i brak obycia. Do jednego z nich nie można mieć zastrzeżeń, ale pan Darek/Jim Carrey (z filmu Głupi i Głupszy) nie radził sobie ze zmianą biegów więc w trakcie jego jazdy pierwszy kierowca operował skrzynią biegów. Zostawiony sam sobie na 20 minut jazdy zdołał olać 'dyskoteke na desce rozdzielczej', (jakieś kontrolki oleju czy coś takiego) jak to określił pierwszy kierowca i zagrzać silnik. Awaria - kierowca próbuje coś zrobić, Jim idzie spać. Dostajemy różne informacje, kolejno :
-autokar jadący przed nami będzie za 30 minut (informacja z 2 w nocy) -wyjedzie po nas kierowca z Monachium (4 w nocy) -podobno już wyjechał (4:30) -jednak przyjedzie do nas niemiecki serwis Setry (15 minut później) -kierowca wyjechal z Monachium (przed 6)
I tak dalej i tak dalej... ktoś od nas zadzwonił do przewoźnika i on powiedział, że biura w Niemczech pracują od godziny 8:00 i nie mamy co liczyć na jakiekolwiek ruchy z ich strony przed tą godziną... więc w końcu poszliśmy na grzyby do okolicznego lasu 
Aaaa, 3x przyjechała do nas policja, ale chcieli rozmawiać z kierowcą tylko ew mieć kogoś do tłumaczenia. Ktoś mówił, że jeśli byśmy ich poprosili o pomoc to zorganizowali by autobus, ale nie wydaje mi się... w każdym razie kierowcy odmawiali pomocy.
Kierowca z Monachium przyjechał w koncu o 11:00, a ta godzina to był deadline, po którym mówiliśmy sobie, że wracamy do Poznania. Jednak było w nas jeszcze tyle nadziei, że ruszyliśmy. Szło świetnie, oprócz granicy w Szwajcarii gdzie straciliśmy 40-50 minut na kontrolę + Jim nie potrafił obsłużyć karty kierowcy( coś jak tachograf ), której menu było po Polsku więc wspólnymi siłami jakoś wbiliśmy odpowiednia dane i można było jechać.
Alpy to adrenalina z Jimem, zapieprzał ostro, ale chcieliśmy zdążyć w końcu Przód autokaru przestraszył się tylko trochę po tekście 'aaaale śliczne przepaście tutaj są' - a facet naprawdę był już kłębkiem nerwów (w Monachium popłakał się) . Do Turynu zajechaliśmy o 20:20, krążąc trochę, bo Niemiec nie do konca trzymał się wskazówek GPS. Mineliśmy jakieś rondo na którym zamiast pojechać w prawo, wg naszych zaleceń pojechał w lewo. Kazaliśmy mu zawrócić i zawrócił, ale w nitkę która przed rondem miała postawione słupki, więc ślepa uliczka. Nie dziw się Poho, że wiara wyleciała, bo zanim zawróciłby te 500 metrów na wstecznym... Biegiem ruszyliśmy, pytając Włochów ile km do stadionu - powiedzieli, że 3, było chyba z 5. Jakieś 1,5-2km przebiegliśmy, zatrzymaliśmy autobus miejski i wysiedliśmy jakieś 500 metrów od bram. Bieg przez jakieś podstadionowe Bema, gdzie pełno straganów z szalami Juventusu(biegnąc usłyszeliśmy waszą radość, albo po golu, albo po ostatnim gwizdku), chcieliśmy wbić przez pierwszą bramę, ale była dla miejscowych. Na sektor dotarliśmy, jak już nie było nikogo na boisku, a nasi zaczęli schodzić w dół. 2 bramki po drodze z czego na pierwszej musieliśmy tłumaczyć karabinierom, że i tak chcemy wejść i dołączyć oraz opędzać się od najebanych polonusów, którzy 'zgubili bilet'. Na drugiej pomógł Litar.
Powrót to już popis w wykonaniu Jima, który po drodze sugerował Hansowi, że chcemy go pobić / udusić szalem Facet naprawdę miał jakieś zaburzenia. Co przystanek odchodził na 200 metrów i patrzył przed siebie, albo na ziemię. W powrotnej drodze popracował jakieś 30 sekund. Wyjeżdża ze stacji benzynowej, na wyjeździe leży wielki kawałek kostki brukowej, ale nieustraszony kierowca wjeżdza na niego i chce jechać dalej, ale Hans zatrzymuje go i krzyczy 'grande banditen' ! To było ostatnie 200 metrów podczas tego wyjazdu.
3h podczas których nasz bohater nie umiał obsłużyć lewarka, do podłożenia pod lewarek proponował deskę z gwoździami i nawijał po polsku do wszystkich obcojęzycznych.
Przykładowy dialog w trakcie jazdy :
-Darek, coffee? -Nie nie, nie pije kawy. -Tea?Czaj? -noo to mi zrób, ale nie za mocną
))
Przy pomocy jakiegoś kierowcy Tira odjeżdżamy po 3h postoju. Po jakimś czasie zatrzymujemy się w Austrii, a nasz Jim chowa się w pokoju menagera stacji Naprawdę myślał, że mamy interes w tym, żeby mu najebać i dotrzeć do domu duuuużo później. Menagerowi stacji kazał wezwać policję i zaczął po polsku+na migi zaganiać Niemca, że jedzie na jego karcie, wszyscy chcą go pobić, a na szybie wyskoczył pajączek.
Hans tłumaczy, że drugi kierowca chciał spowodować wypadek i nie mógł pozwolić mu jechać. Policja wzięła kogoś od nas na świadka, że rzeczywiście wjechał na kamień i w tej sprawie dali nam spokój. Jimowi tłumaczą, że nie pomogą mu, bo nie mają wcale takiego obowiązku, a jak nie pojedzie z nami to zostanie tutaj sam. Stwierdził, że da sobie radę, on skończył pracę i z jakimś tirowcem wróci. Dobra, jego sprawa W zasadzie dobrze, że został, bo między wierszami, wmawiając nam, że mu grozimy stwierdził, że on chce pojechać w górach, bo tam jak już wspominał są piękne przepaście 
Wg mnie facet trafił na najspokojniejszy i trzeźwy autokar. Jak pod tym Monachium stacja byłaby bliżej niż kilka kilometrów podejrzewam, ze wszyscy uchlali by się z rozpaczy.
Od siebie, jeszcze raz dziękuję za ten wyraz solidarności na chwilę przed odjazdem i życzę towarzyszom niedoli sprawniejszych autokarów i zdrowszych na umyśle kierowców.
Reder
|
|
| dadoprso |
Użytkownik / #30 - Posted: 27 Wrz 2010 12:07 Odpowiedz |
wiem że historia opowiada przykre doświadczenia, ale nie sposób odczytać w niej komizm. Dawno się tak nie uśmiałem 
|
|